RECENZJE / MUZYKA
DEVENDRA BANHART/What We Will Be
DEVENDRA BANHART/WHAT WE WILL BE
Tekst: Angelika Kucińska    
2010.01.08
Kiedy po raz pierwszy pokazał się publicznie z Natalie Portman, nie rozpoznały go serwisy plotkarskie – i w internetowych bulwarówkach funkcjonował jako zarośnięty chłopak popularnej aktorki. Prestiżowa narzeczona poszła w odstawkę, a Devendra Banhart poprosił o własny kawałek sławy. Stąd debiut w barwach fonograficznego giganta? Skąd. „What We Will Be” to pewnie najbardziej przejrzysta, logiczna i konwencjonalna płyta ekscentrycznego barda – w końcu polerowana przez wyrobionego producenta, Paula Butlera. Nie na darmo jednak, bo wyczyszczone z psychfolkowych dziwactw melodie tylko eksponują kompozytorski geniusz Banharta. W minimalnie ucywilizowanym kolażu inspiracji słychać to, do czego przyzwyczaja nowoczesnego słuchacza od sześciu płyt – sentymentalne bossa novy, kolorową tropicalię, folkową gawędę i rockandrollowy luz. Nic tu nie ginie w chaosie nieczytelnych aluzji i szamańskich prowokacji – porządkiem „What We Will Be” wygrywa chociażby z „Cripple Crow” sprzed czterech lat. Dziecięca naiwność tekstów równa się czystej radości słuchania. Miłość, taniec, tęcza. Absolutne nieskrępowanie. Niedostępny większości cudowny bewstyd w banale. Harmonia. Spokój. Światło – nosisz je w sobie. Devendra Banhart to niezmiennie jedyny hipis, którego nie trzeba się wtydzić.

8/10