RECENZJE / MUZYKA
Kyst / Waterworks
KYST / WATERWORKS
Tekst: Marek Fall    
2011.04.27
Skład Kyst pracuje na potęgę. Zaledwie kilka miesięcy temu światło dzienne ujrzał album "Persephone" Coldair (solowy projekt Tobiasza Bilińskiego), a już mamy powrót myśli taktycznej zespołu-matki.

"Waterworks" przynosi zmiany loka-cyjno-personalne. Sopocki do niedawna duet rozjechał się do Warszawy (Adam Byczkowski) i Krakowa (Biliński), stał się też triem - wzmocnił go odpowiedzialny za wokal, perkusję i kontrabas berlińczyk Ludwig Plath. Brzmienie Kyst to dzisiaj trzy głosy, dwa zestawy perkusyjne, gitara oraz instrumenty obsługiwane przez gości - wibrafon Marcina Ciupidro (Robotobibok) oraz trąbka Dawida Frydryka. No i jeszcze dodatkowy głos Peve'a Lety'ego z Indigo Tree. "Waterworks" jest kontynuacją stylu znanego z debiutanckiego "Cotton Touch", czyli balansowania na granicy ciszy i hałasu wedle najlepszych światowych wzorców. Wciąż tętni tu ta plemienność Akron/Family i podróżnicza mistyczność Microphones. Tym razem jednak zespół przewartościował swoją muzykę jeszcze bardziej w kierunku post-rocka, zaledwie przeplatając gitarowe pejzaże i perkusyjne kanonady "piosenkowymi" chwilami (z ich najlepszym dotychczas "Miss The Sea" na czele). Kyst mają sentymentalizm i melancholię, jakby byli z Kanady, w innym miejscu numeru tulą się z Bradfordem Coxem, a przecież "Waterworks" powstało ledwie kilka przecznic od mojego mieszkania we Wrocławiu. Łau!

Kyst
"Waterworks"
Antena Krzyku/Opensources
7/10