RECENZJE / TEATR
TIRAMISU / Aldona Figura
TIRAMISU / ALDONA FIGURA
2010.10.03
Pamiętam "Tiramisu" z czasów, gdy Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka mieściło się w Teatrze Narodowym. Później widziałam wersję wystawianą w Teatrze Buffo - wreszcie mogłam zobaczyć spektakl w obecnej siedzibie Laboratorium przy Olesińskiej.

Dla mnie „Tiramisu” nigdy nie było odpowiedzią na „Testosteron” – to zbyt duże uogólnienie, porównanie na wyrost, niesprawiedliwe dla obydwu tytułów. Co ważne, na „Testosteronie” byłam raz, na „Tiramisu” – cztery razy. Czuję, jak zestarzał się sam tekst, ale widzę również, jak ewoluował jego odbiór przez lata. Dziewczyny, które widziały „Tiramisu” dawno, dzisiaj zwracają uwagę na zupełnie inne jego aspekty – inne problemy są dla nich ważne, co innego wybija się na pierwszy plan. Dobrze, że sztuka dorasta, dojrzewa wraz z oglądającymi ją widzami – że jest propozycją dla kobiet w różnym wieku lub że te same kobiety potrafią odnaleźć w niej coś istotnego na różnych etapach swojego życia.

Jednak dziś „Tiramisu” nie działa już z taką siłą jak kiedyś – zawodzi konstrukcja dramatu, brakuje mu też tamtej świeżości, tempa i dynamiki. Portrety kobiet nie zostały należycie pogłębione, okrojono je z pewnej psychologicznej właściwości i to czuć coraz mocniej… O uwiarygodnienie tych sylwetek wciąż walczą aktorki. Niektóre z nich widziałam w poprzednich inscenizacjach, kilka twarzy jest nowych. Patrzę na wszystkie, patrzę na to, jak starają się uwiarygodnić swoją obecność na scenie – przede wszystkim osobistym naddatkiem, który znajdują gdzieś w sobie, nie w tekście. Dlatego dla mnie najmocniejszym atutem tej sztuki była i jest możliwość zobaczenia, jak zmieniała się jej interpretacja i sposób gry kolejno obsadzanych dziewczyn – co chciały kiedyś przekazać, a na co dziś kładą nacisk. „Tiramisu” starało się ugryźć wiele różnych aktorek – tak naprawdę to one są bohaterkami tej opowieści. I o tym chętnie zobaczyłabym spektakl.

7/10